Brassaï Są takie miasta, które niosą za sobą powiew przeciętności. To nie jest tak, że czujesz do nich niechęć. Nie o takie miasta mi teraz chodzi. Bardziej idzie o taką zupełną normalność. Perfekcyjną nijakość. Tak jakby idealnie wpasowywały się w tło, jakby idealnie stworzone dla ludzi, którzy nie za bardzo chcą się w życiu wychylać. Sama reaguje na nie różnie. Pewnie wpływ ma na to mój nastrój, nastrój osób, na które kompletnym przypadkiem się natknę. Układ planet. A może też to, po co przyjeżdżam do takiego miasta. Do Piury przyjechałam na jakiś nudny kongres, moim zadaniem przy okazji nawiązanie kontaktu z kilkoma biznesmanami, o których mogłabym napisać jakiś artykuł. Nic odkrywczego, nic przerażającego, nic co rodziłoby jakiś dreszczyk emocji. Piura jest miastem w Peru. Samo to pobudziło moją wyobraźnię. Inkowie, złoto, niedostępna puszcza, wysokie Andy, pustynia, morze... Uznałam, że to świetna okazja, żeby zatrzymać się tam trochę dłużej. Skoro pokonuję oce...